Drugi dezyderat do premiera w sprawie depenalizacji marihuany. Czy zmieni się prawo?
Temat depenalizacji marihuany w Polsce ponownie trafił na najwyższy szczebel decyzyjny. Dezyderat do premiera, przyjęty przez sejmową Komisję do Spraw Petycji, otwiera kolejną rundę debaty o tym, czy karanie za posiadanie niewielkich ilości marihuany ma jeszcze jakiekolwiek uzasadnienie. Podstawą dezyderatu była petycja obywatelska, która wpłynęła do Komisji w grudniu 2024 roku, została przez nią przyjęta i skierowana do premiera. Tym razem nie chodzi o szeroką reformę, lecz o minimalny, symboliczny próg – do 3 gramów suszu.
To sygnał, że problem represyjnej polityki narkotykowej przestał być marginalny i wraca regularnie do instytucji państwowych – mimo wcześniejszych odmów i politycznego dystansu.
Czym w praktyce jest dezyderat do premiera?
Dezyderat to narzędzie, które zmusza organ władzy do zajęcia stanowiska wobec konkretnego problemu.
W przypadku depenalizacji marihuany dezyderat do premiera pełni funkcję testu politycznej gotowości. Rząd nie jest zobowiązany do zmiany prawa, ale musi publicznie odnieść się do postulatów, które – co istotne – nie pochodzą wyłącznie od aktywistów, lecz zostały formalnie przyjęte przez komisję sejmową.
Dlaczego temat wraca mimo wcześniejszych odmów?
Jeszcze niedawno podobne postulaty były odrzucane jako „niepriorytetowe” lub „społecznie kontrowersyjne”. Jednak rzeczywistość zmieniła się na kilku poziomach jednocześnie i właśnie to wskazuje się jako argumenty w uzasadnieniu petycji.
Po pierwsze, statystyki. Każdego roku tysiące postępowań karnych dotyczy wyłącznie posiadania marihuany, często w ilościach nieprzekraczających kilku gramów. To generuje koszty, obciążenie sądów i angażuje policję w sprawy o znikomym ciężarze społecznym.
Po drugie, zmiana nastrojów społecznych. Coraz więcej obywateli – niezależnie od poglądów politycznych – postrzega penalizację drobnego posiadania jako rozwiązanie nieproporcjonalne, nieskuteczne i oderwane od realiów.
Po trzecie – wskazuje się na potencjał regulacyjny. Depenalizacja niewielkich ilości mogłaby być pierwszym krokiem do uporządkowania rynku, ograniczenia czarnego obrotu i poprawy bezpieczeństwa użytkowników.
Trzy gramy jako granica symboliczna
Warto podkreślić, że w przypadku obecnego dezyderatu do premiera mówimy o progu, który w praktyce ma wyłączyć odpowiedzialność karną jedynie za ilości niebudzące wątpliwości co do przeznaczenia na własny użytek.
Trzy gramy nie rozwiązują problemu systemowo, ale wprowadzają jasność tam, gdzie dziś panuje uznaniowość. To próba odejścia od fikcji prawnej, w której „nieznaczna ilość” nie ma definicji, a los obywatela zależy od interpretacji funkcjonariusza lub prokuratora.
Prawo, które działa tylko na papierze
Jednym z głównych problemów obecnego systemu jest przepis pozwalający na umorzenie postępowania w przypadku niewielkich ilości narkotyków (art. 62a ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii), który w praktyce stał się narzędziem selektywnym i rzadko stosowanym.
Dwie osoby w identycznej sytuacji mogą więc zostać potraktowane zupełnie inaczej – jedna wyjdzie bez konsekwencji, druga usłyszy zarzuty. Dezyderat do premiera wprost dotyka tego problemu, wskazując na potrzebę jednoznacznych reguł zamiast uznaniowości.
Co może zrobić rząd – i czego raczej nie zrobi?
Formalnie premier ma obowiązek odpowiedzieć na dezyderat w ciągu 30 dni. Jednak poprzednie sytuacje pokazują, że na odpowiedź można czekać miesiącami.
Nie ma dziś przesłanek, by zakładać szybkie zmiany legislacyjne. Jednak sam fakt, że temat wraca w formie kolejnego dezyderatu, pokazuje rosnącą presję i coraz mniejszą skuteczność strategii „zamrażania” problemu.
Dezyderat jako miernik gotowości do zmian
Nawet jeśli obecny dezyderat do premiera nie doprowadzi do natychmiastowej depenalizacji, jego znaczenie jest długofalowe. Każde kolejne oficjalne stanowisko rządu buduje archiwum argumentów, deklaracji i zaniechań, które w przyszłości trudno będzie ignorować.
Tak więc trzy gramy są pytaniem o to, czy polskie prawo karne ma jeszcze odpowiadać rzeczywistości, czy nadal będzie opierać się na symbolicznej represji, która nie rozwiązuje problemu.







